niedziela, 15 lipca 2012

Wizyta w Boskiej Woli

W końcu, po długim czasie i wielu obiecankach, udało mi się dotrzeć do Boskiej Woli. Od razu pożałowałam, że nie zrobiłam tego wcześniej. Miejsce niezwykle urokliwe, ciche, osłonięte od zgiełku. Z ludźmi pełnymi pasji i końmi zapierającymi dech w piersi.

Jacek i Dalia zaprowadzili nas na padok, gdzie w oddali pasły się cztery Złotka. Początkowo uniosły głowy z zainteresowaniem, wyraźnie zaciekawione liczbą ludzi na ich terenie. Wystarczyło, żeby Jacek zagwizdał i podążyły w naszym kierunku.

Margire i Osman Guli

Najbardziej towarzyska od początku okazała się Margire, zwana Maleństwem, która skradła moje serce całkowicie! Dała nam do zrozumienia, że skoro przyjechaliśmy, to należy jej się solidna dawka głaskania i drapania, przy którym pokazała jaka jest giętka, wyginając szyję na wszystkie strony z zadowolenia.

"Tutaj trzeba drapać" - Margire, Dalia i mój brat-niewolnik ;-)

"Tak mi dobrze, tak mi rób" ;-)

Melesugun i Osman Guli na początku zajmowały się tylko trawą, jakby chciały przekazać, że dorosłym babom nie pasują takie zachowania, ale później przetransportowały się blisko nas.

Melesugun

Osman Guli

Ja z Margire


Gelshah

Gospodarze oraz wyraźnie zadowolona Margire z moim bratem ;-)

Gelshah nie od razu trzymał się tak blisko. Początkowo był dość nieufny, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że nie zjadamy koni w całości i jeszcze można nas wykorzystać do głaskania. Oprócz tego, jak to prawdziwy mężczyzna, okazał się niezłym podrywaczem, muskając mnie po nodze, całując w szyję albo targając mi włosy.




"Dawaj buziaka!" :-P

Osman Guli i Melesugun

Dziewczyny w komplecie

Wizyta była krótka, ale niezapomniana. Niestety trudno było mi się skupić na kliku rzeczach jednocześnie, więc zdjęcia są jakie są. Bardziej na zasadzie, żeby była jakakolwiek dokumentacja. Warunki do zdjęć dla mojego ciemnego obiektywu były trudne, w dodatku mając konie tuż pod nosem, które chodziły za mną  krok w krok, ciężko było robić zdjęcie za pomocą tele. Ale następnym razem obiecuję poprawę! :-)
Dziękujemy za towarzystwo i mile spędzony czas!


czwartek, 5 lipca 2012

Boska Wola okiem Poli Gałczyńskiej - część II

Kolejna porcja zdjęć Poli. Zapraszam do oglądania!


Pola Gałczyńska FotoGrafia

Margire i Gelshah

Osman Guli 2004 (Mihman - Opera)

Margire 2007 (Gazanch - Melemahmal)

Gelshah 2008 (Gumon - Fornaks)

Osman Guli, Margire i Melesugun

Margire 2007 (Gazanch - Melemahmal)

Margire 2007 (Gazanch - Melemahmal)

Margire 2007 (Gazanch - Melemahmal)

Melesugun 2004 (Serasker - Monogramma)

Gelshah 2008 (Gumon - Fornaks) 

Gelshah 2008 (Gumon - Fornaks) 

 Gelshah 2008 (Gumon - Fornaks) 

 Gelshah 2008 (Gumon - Fornaks) 

Osman Guli 2004 (Mihman - Opera)

Melesugun 2004 (Serasker - Monogramma)

Melesugun, Osman Guli i Margire

Gelshah 2008 (Gumon - Fornaks)  

Boska Wola 

sobota, 30 czerwca 2012

Pelhan 1986 - 2010 (Gurgen - Kelkush)

Mam duży sentyment do koni pochodzących z aszchabadzkiej stadniny Komsomoł. Moje pierwsze spotkanie z achał-tekińcami dotyczyło ogierów urodzonych właśnie tam. Początkowo nie zdawałam sobie sprawy ze skarbów, które kryły ich rodowody, egzotycznie brzmiące imiona nie mówiły mi absolutnie nic... Dopiero z biegiem czasu uświadomiłam sobie jaka wartość stoi za wpisanymi w kratki rodowodów nazwami ich przodków. Nie byle jakich przodków...

Przez lata Komsomoł stał wybitnymi końmi, które odcisnęły ogromne piętno na hodowlę i dzięki tym wspaniałym koniom, na świecie pojawiły się te dwa, które miałam szczęście poznać osobiście. Drugi z nich, bo pierwszy (Pursat) został już wspomniany na blogu, to Pelhan: złoto-gniady ogier urodzony wiosną 1986 roku.

numer na kłębie wypalony w stadninie

Długi czas żyłam w błędnym przekonaniu, że Pelhan jest synem ogiera Pele - takie informacje podaje polska księga stadna (konie szlachetnej półkrwi), do której Pelhan został wpisany jako ogier uznany do hodowli w naszym kraju. Dopiero w tym roku, szukając informacji w rosyjskich księgach, odkryłam, że ojcem Pelhana jest Gurgen.

 875 Gurgen ur. 1969 (Kaplan - Koimet)

Co więcej - Pele nawet nie krył w tym czasie, kiedy urodził się bohater tego postu. Porównując zdjęcia Pelhana i Gurgena, uderzyło mnie ich wzajemne niesamowite podobieństwo. Niewiarygodnie mocny był stempel ojca: podobny typ, maść, odmiany, taki sam kształt głowy i spojrzenie u syna.

 Gurgen

 Pelhan

Linia męska Pelhana wywodzi się od Kaplana, która jest odgałęzieniem linii Kir Sakara. Przez tego ogiera, Pelhan jest spokrewniony z Pursatem. Sam Gurgen, czempion rasy z 1984 roku, zostawił po sobie 48 źrebiąt, a najlepsze z nich to Aibelek, Perhat, Galmaz.

 721 Kaplan ur. 1957 (Keimir - Kelte) - dziadek Pelhana

Ze strony matki Pelhan łączył w sobie krew Skaka i ponownie Kir Sakara - był na niego inbredowany: ogier ten dwukrotnie pojawia się u Gurgena i raz u Kelkush (matki Pelhana), która dała reproduktora o klasie Elita - Tarana (po Telekush II) kryjącego w Niemczech.

Pelhan w Wilczkowicach (SK Stary Młyn) na początku lat 90.

Po przybyciu do Polski, Pelhan razem z Pursatem zostały użyte na rodzimych klaczach półkrwi. Pelhan zostawił mniej potomstwa - w Starym Młynie tylko pięć źrebiąt (jedno padło tuż po porodzie). Oprócz tego dwukrotnie był łączony z prywatnej własności klaczą, z czego urodziły się dwa źrebaki: Janda i Jowisz.

 Pendżegul sp ur. 1994 (Pelhan at - Lanca młp) na CSIP w Arezzo, 2005

Najlepszym półkrewkiem po Pelhanie jest przepiękna Pendżegul (od Lanca młp) - mała, drobna, ale szalenie typowa i skoczna jak piłka. Brała udział w zawodach w skokach w kategorii pony (ma 148 cm) do rangi międzynarodowej. Inna jego córka, srokata Paja (od Sandra czeska półkrew) jest ulubienicą dzieci (i nie tylko), cierpliwie pracując w rekreacji. Dwaj pozostali potomkowie Pelhana to wałachy, z których jeden (Kambar od Kropka typ małopolski) wyemigrował do Niemiec i był używany w rajdach długodystansowych, a drugi (Pikador od Paradna wlkp) początkowo trochę skakał, a teraz zmienił styl na west.

Pelhan miał szansę zostać ojcem pierwszego w naszym kraju czystej krwi źrebięcia, będącego wynikiem kojarzenia dwóch koni już w Polsce. Latem 2008 do Młyna przyjechała na krycie Mele Gezel własności Aleksandry Mandreli, ale klaczy nie udało się zaźrebić...

Mele Gezel i Pelhan

Rok później, po pewnych trudnościach, w końcu się udało i na wiosnę 2010 roku planowane były narodziny ich wspólnego potomka.

W międzyczasie Pelhan zachorował i niestety mimo walki o jego zdrowie, nie udało się pokonać infekcji. Dostał wysokiej gorączki i w pewnym momencie po prostu przewrócił się w boksie. Już nie wstał... Była to ogromna strata nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich, którzy znali tego konia. Jedynym pocieszeniem mógł być źrebak, który miał się niedługo urodzić. I urodził się - gniady ogierek - ale nie chciał ssać i mimo podawania mleka w proszku, mały nie przeżył. Sekcja wykazała zapalenie płuc. Los bywa okrutny, nie mogłam uwierzyć, że tyle nieszczęść na raz może się zdarzyć - ale podobno one chodzą parami...

Krew Pelhana jednak nie zginęła - krąży dalej dzięki jego wnuczce, która urodziła się w tym roku u pana Pawła Krzyśka. Mała ma 75% tekińca, jest po Somahu Geli i od Jandy sp, córki Pelhana.

 Pelhan, lato 2005
fot. Lasse Sjoberg

A co można powiedzieć o nim samym? To był diametralnie inny koń niż Pursat, jego totalne przeciwieństwo. Pelhan lgnął do człowieka, był taką trochę przylepą, ale z charakterem właściwym tej rasie. Wiedział kiedy jest w pracy na ujeżdżalni, a kiedy idzie do krycia.

 niepowtarzalny typ rasowy, jesień 2008

Pod siodłem skupiał się na jeźdźcu, myślał i koncentrował się na kolejnych poleceniach, starając się wykonać je jak najlepiej.

ja i Pelhan, lato 2008

Był bardzo dobrze ujeżdżony i skoczny - ten talent przekazał swojej córce. Słynne były jego niebywale miękkie chody - w kłusie i galopie można był zamknąć oczy i wyobrażać sobie, że mknie się po turkmeńskiej, złotej pustyni.

Pelhan na ujeżdżalni, lato 2005
fot. Lasse Sjoberg

Jeździły na nim też dzieci i nigdy nie sprawił problemu. Temperament pokazywał tylko, gdy szedł do kobyły, był wyprowadzany na pastwisko (nie umiał iść spokojnie, zawsze caplował i rżał, ale robił to raczej dla zasady - nie znam sytuacji w której specjalnie by się komuś wyrwał), przy karmieniu - był niecierpliwy w oczekiwaniu na swój owies i gdy wprowadzałam do stajni innego ogiera - podskakiwał i kręcił się w boksie.

Pelhan w zimowej sierści, zima 2008

Podczas pracy czasem tylko zdarzyło mu się rżeć do innych koni. Gdy koło jego stajni konie wychodziły na jazdę, zawsze szalał" w boksie rżąc i pobrykując, a na koniec wystawiał głowę przez okno, a właściwie tylko chrapy, bo okno było wysoko i węszył za końmi.

 niuch, niuch ;-)

 poranek na pastwisku, wiosna 2008

Uwielbiał się tarzać w piasku, pierwsze co robił po wyjściu na padok, to dawał nura do piachu i z prawdziwą przyjemnością przewracał się z boku na bok. Raz położył mi się tak tuż przed tym, jak miałam na niego wsiadać na ujeżdżalni - z siodłem na grzbiecie... Na szczęście koń i sprzęt wyszli z tego bez szwanku. Udało mi się szybko go zmusić do zaprzestania tej piaskowej kąpieli, ale serce podeszło mi do gardła... ;-)

 Pelhan, wiosna 2008

zima 2009/2010 - jedno z ostatnich zdjęć

To był złoty koń - dosłownie i w przenośni. Piękny, dzielny, ognisty i oddany - dokładnie taki jak konie przy jurtach Turkmenów.